Logo GAK
Powrót do GAKu Logo GAK

Marzec HERstorii z GAK – Joanna E. Kabala GAK

Marzec HERstorii z GAK – Joanna E. Kabala

Niebiesko-czerwone pasy, czarna figura psa

Usiądźcie wygodnie, bo przed nami kolejna fantastyczna herstoria! Zachęcamy do posłuchania rozmowy Aleksandry Grzonkowskiej z bohaterką naszego cyklu. Poznajcie Joannę Elżbietę Kabalę.

Joanna E. Kabala to artystka, projektantka, tłumaczka z języka angielskiego i niderlandzkiego oraz analityczka. Od lat 80. eksperymentuje z wykorzystaniem nowoczesnych technologii w sztuce. W latach 2002 – 2020 wspólnie z Andrzejem Awsiejem zrealizowała serię projektów artystycznych znanych jako vangdansk, badając zastosowanie technik cyfrowych w tworzeniu obrazów, ilustracji książkowych i filmów komputerowych.

Współtworzyła eksperymentalne filmy komputerowe, jak „Pasy i koła. Słońce w pałacu”, a także ChRzW – Chałupniczą Rzeczywistość Wirtualną.

Joanna Kabala od 1996 mieszka w Niderlandach, gdzie jako interaction designer pracowała w Philips Design oraz w laboratoriach Philips Research – NatLab w Eindhoven i w Redhill pod Londynem, uczestnicząc w pionierskim programie badań nad włączeniem sztuk pięknych do procesu projektowania przemysłowego.

Dzięki uprzejmości Aleksandry Grzonkowskiej z Fundacji Kultury Wizualnej Chmura na naszym kanale Spotify możecie posłuchać rozmowy z Joanną (przy akompaniamencie muzyki Floriana Tuercke):


Transkrypcja

[Muzyka]

Aleksandra Grzonkowska: A Joasiu, a „vangdansk”?

Joanna Elżbieta Kabala:„vangdansk” to jest dopiero…to już jest…czekaj, który to? To już w zasadzie w 2002 powstał.

A galeria… Wcześniej jeszcze Andrzej prowadził sam Gallery vangdansk – taką stronę w sieci miał….

Tak.

To Spichlerz był i Spichrz, nie? Jako pierwsze były przeniesione tam. Czy miały być prezentowane we współpracy, czy coś takiego…

Wiesz, to tam był jakiś wątek, bo Andrzej brał wtedy udział w wystawach u Marka i ja akurat wtedy zupełnie czym innym byłam zajęta, więc ja bym musiała sobie odświeżyć pamięć, ale Andrzej wtedy współpracował z Markiem, brał udział w tamtych wystawach
i w sieci tą Galerię „vangdansk” prowadził. Wtedy on pisał jeszcze oddzielnie: „ van Gdańsk”. A potem, od 2002, to było widać, że będziemy dalej znowu współpracować nad tymi projektami artystycznymi, jak nam budżet pójdzie. W każdym razie, wtedy założyliśmy „vangdanska” – pisanego razem, jako jedno słowo – i stronę, która, bardzo Was przepraszam, jak to się mówi po polsku – wołała o pomstę do nieba. (śmiech) To znaczy, ja po prostu nie mam czasu tym wszystkim razem się zająć, ale widzę, że tam radykalna zmiana jest potrzebna. Także na razie może nie wchodźcie.

Tak. [śmiech]

Jak zrobię tam jako takie porządki…Ale kiedy to będzie?

[Muzyka]

Tak… Ja wszelkiego typu dokumentacji, to mam trochę, tylko, że, nie będę ukrywać, że niestety w tym wszystkim panuje w tej chwili pewien chaos, bo ja mam taki problem, że… Ja żyłam przez wiele lat w błogiej nieświadomości. To znaczy nie, nie w nieświadomości, w takim poczuciu, że ja się nie muszę tym zajmować, bo Andrzej się tym zajmował, więc jakoś tak… To znaczy, ja z natury mam, że jestem nastawiona na to, żeby iść do przodu, więc patrzę w zasadzie głównie przed siebie. Za siebie oglądać się, to tak średnio chętnie, nie? Także ja, na przykład, wiedziałam tylko, że mamy stos jakichś walizek, walizeczek, gdzie są negatywy… i to wszystko, c o ja o tym wiedziałam, ale Andrzej miał w pamięci – co w której walizce jest. I w ogóle potem jeszcze po prostu… jakie to są negatywy.

I ja tak mówię, że z tego, co mam, to mogą być slajdy Totartalne, więc ja musiałam po prostu to przejrzeć, trochę tego znaleźć, się zorientować w tym, co jest. I tylko zobaczyłam, że po prostu mnie ta sytuacja przytłacza, jeżeli ja się nie zajmuję archiwum zawodowo na co dzień…

[Muzyka]

Tym bardziej podejrzewam, że Wy macie trochę tych materiałów zebranych, prawda?

To znaczy, jest tego trochę… Jeśli właśnie o zebrane, to one są tak… Jest tutaj…myśmy trochę wzięli ze sobą… Jest archiwum u mamy Andrzeja i są w tej chwili dwa miejsca pod Gdańskiem. A jeszcze trochę u mojej mamy jest. A poza tym, to tak luźno prace trochę rozproszone. Jak się pytasz, na przykład, o to z wystawy, w LOCie (studencka Galeria Wlot)… Ja tak sobie przypominam, że mam jedno zdjęcie… Drugie może być się dało zrobić, bo tą pracę podarowałam akurat pamiętam komu. A tak się zastanawiam… A co się stało z resztą? Być może też komuś podarowałam, ale ja… Ja bardzo przepraszam, ja naprawdę po tylu latach… Nigdy nie przywiązywałam do tego wagi…

A Koniu wszystko pamięta! Ja wszystko wiem od Konia! [śmiech]

Co wiesz od Konia?

O tej wystawie Twojej indywidualnej, bo on po prostu, jak ten Kadłubek, wszystko tam zapisał – taki kronikarz, że dzięki niemu teraz mogę Ciebie zapytać o Twoją wystawę indywidualną w Galerii Wlot w ’88. [śmiech]

To była galeria studencka. To był styczeń ’89, czyli to było pół roku przed dyplomem, z tego wynika.

Tak. I to prowadził Gliszczyński i oni zawsze drukowali takie ekstra plakaty.

Ja swój plakat robiłam sama.

O!

Tak. Ale on jest w koniczej książce opublikowany… z szablonu.

Tak.

Ja wtedy to szłam tropem, koniczym tropem totartalnym, radosnej twórczości – mi to odpowiadało, niektórym moim kolegom nie, ale [śmiech] ja bym się tym za bardzo nie przejmowała. Chociaż w tym sensie, no ja rozumiem, że oni byli bardzo cięci na wszelkie takie wątki, można powiedzieć, infantylne, nie? Natomiast, no jak mówię, po prostu postulat koniczy radosnej twórczości akurat do mnie bardzo przemawiał w tamtych czasach – uwolnienie się od wszelkiej ideologii i po prostu odczuwanie przyjemności z tego, co się wykonuje. A nie tam: walka, walka, po prostu non stop na akcję, po prostu non stop. [śmiech] Nie, dobrze, spokojnie! Ja chcę żyć!

[Muzyka]

To jest jakby oczywiste, że pytamy o miejsce kobiet, rolę kobiet, gdzie były kobiety.

No wiesz, no tam trzeba mieć dosyć sporą odporność, bo po prostu… No tak, no trzeba było się tam, w cudzysłowiu, bić z tymi chłopakami. To znaczy, to bardziej były walki nie wręcz, ale na argumenty i słowa, to tak, to nie powiem, to tak. To trzeba było sobie rzeczywiście wywalczyć swoją… A zwłaszcza, jak się po prostu z takimi właśnie bezczelnymi, naiwnymi graficzkami wyskakiwało, jak ja co i rusz, nie? Jak patrzę na te niektóre, to przesadziłam trochę. No, trzeba było się mocno skoncentrować, jakoś bardziej dorośle wypowiedzieć, w sensie, że te niektóre prace, te niektóre szablony z tamtych czasów, to rzeczywiście były takie jakby z jakiegoś kółka plastycznego, nie? (śmiech) Albo
z przeznaczeniem dla dzieci jakby były.

Chyba jesteś krytyczna mocno wobec siebie.

No tak trzeba, nie? (śmiech) Tak się tworzy bardziej zaawansowane, bardziej świadome całości potem się tworzy. Chyba. No właśnie, bo chodzi o to, że jako dyplomowana artystka, ja mam w ogóle swoje projekty indywidualne.

O!

Mam, oczywiście, są porozpoczynane, niektóre nawet całkiem zaawansowane, tylko po prostu to wszystko zawsze gdzieś schodzi na plan drugi, bo pojawiać się zaczęły kolejne terminy, które wszystkie dotyczyły archiwum. Z jednej strony to w ogóle fajnie, bo dla mnie to jest też ciekawe, że ja mogę, na przykład, ludzi poznać, was mogę poznać… To jest dla mnie w sumie dość sensacyjne wydarzenie, biorąc pod uwagę perspektywę czasu i w ogóle okoliczności, jak się bardzo zmieniły, to to jest O.K.. Ale tak właśnie…no jakiś mam troszeczkę konflikt z tych archiwum, że ja nie jestem w stanie osobiście nadać tym pracom wysokiego priorytetu. To znaczy, ja nie mogę tego archiwum pokochać, tak jak kocham swoje projekty, których nie mogę zrobić, bo czasu nie starcza. No w końcu zrobię, bo nie usiedzę spokojnie, ale no wiecie, jak to jest, jak czas pędzi potwornie, jak jest tego ciągle więcej i więcej.

[Muzyka]

A Joanno, powiedz jeszcze, bo teraz sprowokowałaś to pytanie: nie miałaś nigdy problemu takiego, że zawsze występowałaś jakby w grupie, czyli Yo Als Jetzt, potem Tot-Art, potem „Chałupnicza”, itd., a nie myślałaś nigdy, żeby swoje pracę prezentować jako Joanna Kabala po prostu, indywidualnie? Czy na to nie było przestrzeni, że była jakby taka intensywność tych działań grupowych, że nie starczało czasu?

Wiesz, muszę Ci się przyznać, że ja dopiero niedawno zaczęłam się nad tym zastanawiać konkretnie, bo do tej pory, to po prostu życie miało tak fatalną dynamikę, a ja jeszcze przez to, że wymyśliłam sobie, że się będę dalej uczyć i potem jak dostałam prace związane raczej z tymi drugimi raczej studiami… To znaczy, to było powiązane wszystko, ale po prostu w ogóle odleciałam w innym kierunku, na bardzo wiele lat. Na tak wiele lat, że już po prostu może niektórzy myśleli, że w ogóle odpadłam od zawodu. Ale to nie jest do końca prawda, z tym, że… Nie, ja w tamtych czasach, nawet nie wiem skąd się wzięła ta wystawa we „Wlocie”, w tym sensie, że to była wystawa indywidualna, tak? Nie mam do końca jasności, bo ja nie miałam wtedy jakoś takich dążeń… Może po prostu też ojciec trochę mnie tego nauczył, że… To znaczy, mój ojciec w ogóle pozytywnie myślał o mnie, o tym, co robię, ale nauczył mnie tego, że trzeba mieć do siebie dystans. Młody człowiek musi się najpierw czegoś nauczyć, musi nabrać czegoś, żeby potem mógł ludziom mówić. Także ja nie miałam takiego dążenia, że ja muszę gdzieś lecieć i coś pokazywać. Raczej bardziej byłam nastawiona na to, żeby się uczyć i to, że mogłam współpracować w tylu zespołach, to mi to akurat odpowiadało. Ilość tych zespołów i w ogóle zakres tych prac był już wtedy przekraczający dosyć, momentami. To było przekraczające, nie? To już było tak na granicy po prostu, czy się zdąży zaliczyć ten rok czy po prostu się robi te prace społeczne. Ale nie, ja dopiero ostatnio tak trochę zreflektowałam na ten temat, że to, co zrobiłam w tamtych czasach, to nie jest wszystko, co mam do powiedzenia i że, de facto, mam tutaj parę segregatorów różnego typu: i na papierze i wirtualne prace, które są, absolutnie,
moją indywidualną ekspresją i widzę, że to by się zebrało na wystawę indywidualną, ale to by trzeba nad tym popracować…

A, to dobrze, notuję: „Joanna Kabala solo”.

[Muzyka]