Logo GAK

placówki

Powrót do GAKu Logo GAK

BLOKI MÓWIĄ – odcinek 4 GAK

BLOKI MÓWIĄ – odcinek 4

  1. data

    26.05.22
    czwartek

  2. godzina

  3. adres

Serdecznie zapraszamy do wysłuchania czwartego odcinka podcastu BLOKI MÓWIĄ. Naszą gościem jest Remigiusz Pacer – kierownikiem Kuźni Wodnej w Oliwie. Remigiusz od ponad dwudziestu lat zawodowo zajmuje się konserwacją zabytków metalowych.

 

Identyfikacja graficzna oraz prowadzenie rozmowy: Karolina Pielak

TRANSKRYPCJA:

K: Jesteśmy w Gdańskim Archipelagu Kultury „Plama.” To jest podcast „Bloki Mówią.” Ja nazywam się Karolina.
I w dzisiejszym odcinku będę rozmawiać z Remigiuszem Pacer.
Cześć Remigiuszu. Chciałabym Ciebie zapytać, czy mógłbyś przybliżyć nam swoją historię i opowiedzieć w głównej mierze czym się zajmujesz? Jak to się zaczęło?

R: Będąc jeszcze dzieciakiem, interesowałem się poszukiwaniem skarbów. No i z kolegami chodziło się po lasach, po bunkrach, z wykrywaczami metalu szukało się militariów, no i takie wykopane jakieś bagnety. Hełmy bardzo mi brudziły mój pokój. Trzeba było tę rdzę jakoś oczyścić, zakonserwować i tak się zaczęły moje początki z konserwacją antyków.
Były to ciężkie czasy, bo wtedy jeszcze Internetu nie było. Literatury na ten temat nie było, a ta co była, no to była niedostępna, więc metodami prób i błędów jakoś wdrażałem te swoje różne technologie, które się potem okazały bardzo skuteczne, przydatne i następnie też inni poszukiwacze, kolekcjonerzy dowiedzieli się, widzieli moje prace konserwatorskie.
Doceniali ich poziom, no i tak się zaczęły zlecenia z zewnątrz na prace konserwatorskie. Już po niedługim czasie zarzuciłem poszukiwania i zająłem się tylko konserwacją zabytków i to w zasadzie trwa już około dwudziestu lat.
K: Jak to mnie połączyło z Muzeum Gdańska i z Kuźnią Wodną w Oliwie?

R: Moim poprzednikiem, poprzednim Kierownikiem Kuźni Wodnej był Lech Trawicki. Znałem się z nim właśnie też od strony zainteresowania dawnym rzemiosłem.
I poprosił mnie, żebym mu pomógł właśnie w konserwacji, uruchomieniu młotów wodnych, które się znajdują w Kuźni Wodnej. I tak właśnie zacząłem współpracę z Muzeum Gdańska, jeśli chodzi o temat Kuźni. Już wcześniej robiłem różne prace konserwatorskie też dla różnych muzeów. No i tak to się zaczęło. Następnie właśnie Lech przeszedł do Muzeum w Elblągu.
Zwolniło się stanowisko, polecił mnie na te stanowisko za co mu bardzo dziękuję.
I w ten sposób już właśnie działam w Kuźni Wodnej od 2 lat.
K: Czy lubisz swoją pracę?

R: Uwielbiam swoją pracę. Z przyjemnością wstaję rano i się cieszę, że idę do pracy.
Trochę jestem pracoholikiem. Nie potrafię siedzieć bezczynnie. Odpoczywam w weekendy w pracowni, także robię może mniej ciężkie, fizyczne prace, jakieś porządki, jakieś projekty i no tak, tak, tego się nie da nie lubić, ale są ciężkie momenty. No niestety, 20 lat pracy w konserwacji zabytków, były momenty takiego wypalenia troszkę, bo zajmowałem się też rzeczami, no dosyć wielkimi gabarytowo, tak jak dla Muzeum II Wojny Światowej robiłem konserwację wykopanego motocykla albo wagonika od kolejki wąskotorowej, a pracuję sam, nie miałem żadnych pomocników, także były ciężkie czasy, były chwile zwątpienia, były kontuzje oczywiście, ta praca bardzo źle wpływa jednak na stan zdrowia, na wzrok, na słuch, bardzo źle na płuca.
Chemia, zanieczyszczenia, to niestety nie wszystko da się wyeliminować środkami BHP, ale mimo wszystko myślę, że warto.
W pracy w konserwacji zabytków, czym w głównej mierze się zajmujesz? Pracy w konserwacji zabytków no przede wszystkim zajmuję się militariami.
I miałem właśnie dużą styczność ze zbiorami kolekcjonerów, gdzie no bardzo urzekło mnie piękno broni wschodniej z prawdziwej stali damasceńskiej, z tak zwanej stali woods.
Przede wszystkim no niesamowite walory jakościowe tej stali, ale tajemnica jak się dowiedziałem, że proces wytwarzania tej stali został utracony około XIX wieku, a ciągłość tej produkcji trwała minimum 1000 lat, no to sobie doszedłem do wniosku, no to spróbujemy odtworzyć tą stal.
No, ja nie dam rady? No i tak się to zaczęło 6 lat temu. Gorszej niż narkotyk.
Wpadłem w to po uszy, wydałem na eksperymenty metalurgiczne ogromną ilość zarobionych swoich pieniędzy.
6 lat eksperymentów ciągłych.
Przez 1 rok zajmowałem się tylko, praktycznie tylko rekonstrukcją tejże stali, próbami mniej lub bardziej udanymi.
W międzyczasie jeszcze pracowałem przy konserwacji zabytków, żeby zarobić na dalsze eksperymenty, bo jednak trzeba było kupować materiały ognioodporne, budować piece, palniki, bardzo duże zużycie gazu, innych paliw tutaj właśnie to pochłaniało.
No i po 6 latach mam sukcesy.
Zacząłem robić bardzo ładne noże, a teraz już zaczynam dosyć ambitnie poszedłem w temat szabelnictwa, żeby zrobić właśnie szable ze stali damasceńskiej.
Żeby wyjaśnić czym jest ta stal damasceńska, bo to…
Chciałam zapytać o tą technologiczną kwestię.
Tak, obecnie się uważa, że stal damasceńska to jest ta stal skuwana, tysiąc warstw, milion warstw.
No nie, to jest dziwer.
Historycznie to się nazywało dziwerem.
Popularnie zwanym damastem skuwanym.
A damast prawdziwy, czyli damast krystaliczny, zwany ze wschodniego języka „bułat” albo „wódz” to jest stal tyglowa.
Proces produkcji tej stali polegał na tym, że do tygla ładowano kawałki żelaza oraz węgla drzewnego, czy też materiałów organicznych w postaci liści, patyków, wiórków drewnianych, które w procesie wygrzewania i tak zamieniały się w węgiel drzewny.
Taki tygiel był zamykany.
Umieszczany był historycznie w palenisku opalanym węglem drzewnym.
No i trzeba było wiele godzin taki tygiel wygrzewać, stopniowo zwiększając temperaturę.
W procesie podgrzewania już w temperaturze od 800 stopni te żelazo pochłaniało węgiel, zamieniało się w stal, absorbowało węgiel, musiało też zaabsorbować w węgiel w odpowiedniej ilości.
Nie za małej, nie za dużej.
Dalej podwyższając temperaturę do około 1450-1500 stopni.
Ta stal już topiła się, zamieniała się, właśnie przechodziła w stan płynny.
Taka stal wypełniała tygiel, następnie trzeba było jeszcze długo utrzymywać temperaturę stopionej stali, żeby się stal odgazowała, oczyściła, a następnie na dwa sposoby to robiono albo zamykano piec i on przez wiele godzin powoli sobie stygł, żeby ta stal jak najwolniej krzepła.
To było bardzo istotne na strukturę tej stali, żeby się wytrąciły węgliki żelaza.
To jest rodzaj takiej pajęczynki w tej stali, jak ją potem wyszlifujemy, przepolerujemy, potraktujemy rozcieńczonym kwasem, to wtedy widzimy właśnie taką sieć węglików żelaza, która właśnie daje nam potem w dalszej obróbce bardzo ładny wzór, a przede wszystkim ten składnik, ten węgiel, węglik żelaza jest strukturą bardzo twardą.
Bez problemu rysuje szkło, ale też jest bardzo trudny w obróbce, bo ten węglik jest kruchy i dlatego taki wylewek następnie trzeba bardzo długo wyżarzać w odpowiednich temperaturach, w odpowiednich cyklach, żeby on się w ogóle nadawał do kucia.
No i cóż, po 6 latach już wychodzą mi te wlewki.
Też nie zawsze, ale w większości wytopów jestem w stanie uzyskać powtarzalność wytopu, czyli wlewek ma odpowiednią zawartość węgla, nieprzekraczającą 2%, to jest bardzo istotne, bo inaczej wychodzi nam żeliwo i cały dzień wytopu oraz butla gazu idzie na marne, no niestety.
No i z perspektywy czasu okazało się, że dobry wlewek takiej właśnie stali, to jest dopiero 10% sukcesu.
Następnie właśnie trzeba to odpowiednio przygotować, wygrzewać, wyżarzać, kuć w bardzo niskich temperaturach.
Kuję w nocy dla oceny temperatury.
Rozgrzewam metal w piecu gazowym.

TRANSKRYPCJA ROZMOWY:

Jesteśmy w Gdańskim Archipelagu Kultury „Plama.” To jest podcast „Bloki Mówią.” Ja nazywam się Karolina.
I w dzisiejszym odcinku będę rozmawiać z Remigiuszem Pacer.
Cześć Remigiuszu.
Chciałabym Ciebie zapytać, czy mógłbyś przybliżyć nam swoją historię i opowiedzieć w głównej mierze czym się zajmujesz? Jak to się zaczęło? Będąc jeszcze dzieciakiem, interesowałem się poszukiwaniem skarbów.
No i z kolegami chodziło się po lasach, po bunkrach, z wykrywaczami metalu szukało się militariów, no i takie wykopane jakieś bagnety.
hełmy bardzo mi brudziły mój pokój.
Trzeba było tę rdzę jakoś oczyścić, zakonserwować i tak się zaczęły moje początki z konserwacją antyków.
Były to ciężkie czasy, bo wtedy jeszcze Internetu nie było.
Literatury na ten temat nie było, a ta co była, no to była niedostępna, więc metodami prób i błędów jakoś wdrażałem te swoje różne technologie, które się potem okazały bardzo skuteczne, przydatne i następnie też inni poszukiwacze, kolekcjonerzy dowiedzieli się, widzieli moje prace konserwatorskie.
Doceniali ich poziom, no i tak się zaczęły zlecenia z zewnątrz na prace konserwatorskie.
Już po niedługim czasie zarzuciłem poszukiwania i zająłem się tylko konserwacją zabytków i to w zasadzie trwa już około dwudziestu lat.
Jak to mnie połączyło z Muzeum Gdańska i z Kuźnią Wodną w Oliwie? Moim poprzednikiem, poprzednim Kierownikiem Kuźni Wodnej był Lech Trawicki.
Znałem się z nim właśnie też od strony zainteresowania dawnym rzemiosłem.
I poprosił mnie, żebym mu pomógł właśnie w konserwacji, uruchomieniu młotów wodnych, które się znajdują w Kuźni Wodnej.
I tak właśnie zacząłem współpracę z Muzeum Gdańska, jeśli chodzi o temat Kuźni.
Już wcześniej robiłem różne prace konserwatorskie też dla różnych muzeów.
No i tak to się zaczęło.
Następnie właśnie Lech przeszedł do Muzeum w Elblągu.
Zwolniło się stanowisko, polecił mnie na te stanowisko za co mu bardzo dziękuję.
I w ten sposób już właśnie działam w Kuźni Wodnej od 2 lat.
Czy lubisz swoją pracę? Uwielbiam swoją pracę.
Z przyjemnością wstaję rano i się cieszę, że idę do pracy.
Trochę jestem pracoholikiem.
Nie potrafię siedzieć bezczynnie.
Odpoczywam w weekendy w pracowni, także robię może mniej ciężkie, fizyczne prace, jakieś porządki, jakieś projekty i no tak, tak, tego się nie da nie lubić, ale są ciężkie momenty.
No niestety, 20 lat pracy w konserwacji zabytków, były momenty takiego wypalenia troszkę, bo zajmowałem się też rzeczami, no dosyć wielkimi gabarytowo, tak jak dla Muzeum II Wojny Światowej robiłem konserwację wykopanego motocykla albo wagonika od kolejki wąskotorowej, a pracuję sam, nie miałem żadnych pomocników, także były ciężkie czasy, były chwile zwątpienia, były kontuzje oczywiście, ta praca bardzo źle wpływa jednak na stan zdrowia, na wzrok, na słuch, bardzo źle na płuca.
Chemia, zanieczyszczenia, to niestety nie wszystko da się wyeliminować środkami BHP, ale mimo wszystko myślę, że warto.
W pracy w konserwacji zabytków, czym w głównej mierze się zajmujesz? Pracy w konserwacji zabytków no przede wszystkim zajmuję się militariami.
I miałem właśnie dużą styczność ze zbiorami kolekcjonerów, gdzie no bardzo urzekło mnie piękno broni wschodniej z prawdziwej stali damasceńskiej, z tak zwanej stali woods.
Przede wszystkim no niesamowite walory jakościowe tej stali, ale tajemnica jak się dowiedziałem, że proces wytwarzania tej stali został utracony około XIX wieku, a ciągłość tej produkcji trwała minimum 1000 lat, no to sobie doszedłem do wniosku, no to spróbujemy odtworzyć tą stal.
No, ja nie dam rady? No i tak się to zaczęło 6 lat temu.
Gorszej niż narkotyk.
Wpadłem w to po uszy, wydałem na eksperymenty metalurgiczne ogromną ilość zarobionych swoich pieniędzy.
6 lat eksperymentów ciągłych.
Przez 1 rok zajmowałem się tylko, praktycznie tylko rekonstrukcją tejże stali, próbami mniej lub bardziej udanymi.
W międzyczasie jeszcze pracowałem przy konserwacji zabytków, żeby zarobić na dalsze eksperymenty, bo jednak trzeba było kupować materiały ognioodporne, budować piece, palniki, bardzo duże zużycie gazu, innych paliw tutaj właśnie to pochłaniało.
No i po 6 latach mam sukcesy.
Zacząłem robić bardzo ładne noże, a teraz już zaczynam dosyć ambitnie poszedłem w temat szabelnictwa, żeby zrobić właśnie szable ze stali damasceńskiej.
Żeby wyjaśnić czym jest ta stal damasceńska, bo to…
Chciałam zapytać o tą technologiczną kwestię.
Tak, obecnie się uważa, że stal damasceńska to jest ta stal skuwana, tysiąc warstw, milion warstw.
No nie, to jest dziwer.
Historycznie to się nazywało dziwerem.
Popularnie zwanym damastem skuwanym.
A damast prawdziwy, czyli damast krystaliczny, zwany ze wschodniego języka „bułat” albo „wódz” to jest stal tyglowa.
Proces produkcji tej stali polegał na tym, że do tygla ładowano kawałki żelaza oraz węgla drzewnego, czy też materiałów organicznych w postaci liści, patyków, wiórków drewnianych, które w procesie wygrzewania i tak zamieniały się w węgiel drzewny.
Taki tygiel był zamykany.
Umieszczany był historycznie w palenisku opalanym węglem drzewnym.
No i trzeba było wiele godzin taki tygiel wygrzewać, stopniowo zwiększając temperaturę.
W procesie podgrzewania już w temperaturze od 800 stopni te żelazo pochłaniało węgiel, zamieniało się w stal, absorbowało węgiel, musiało też zaabsorbować w węgiel w odpowiedniej ilości.
Nie za małej, nie za dużej.
Dalej podwyższając temperaturę do około 1450-1500 stopni.
Ta stal już topiła się, zamieniała się, właśnie przechodziła w stan płynny.
Taka stal wypełniała tygiel, następnie trzeba było jeszcze długo utrzymywać temperaturę stopionej stali, żeby się stal odgazowała, oczyściła, a następnie na dwa sposoby to robiono albo zamykano piec i on przez wiele godzin powoli sobie stygł, żeby ta stal jak najwolniej krzepła.
To było bardzo istotne na strukturę tej stali, żeby się wytrąciły węgliki żelaza.
To jest rodzaj takiej pajęczynki w tej stali, jak ją potem wyszlifujemy, przepolerujemy, potraktujemy rozcieńczonym kwasem, to wtedy widzimy właśnie taką sieć węglików żelaza, która właśnie daje nam potem w dalszej obróbce bardzo ładny wzór, a przede wszystkim ten składnik, ten węgiel, węglik żelaza jest strukturą bardzo twardą.
Bez problemu rysuje szkło, ale też jest bardzo trudny w obróbce, bo ten węglik jest kruchy i dlatego taki wylewek następnie trzeba bardzo długo wyżarzać w odpowiednich temperaturach, w odpowiednich cyklach, żeby on się w ogóle nadawał do kucia.
No i cóż, po 6 latach już wychodzą mi te wlewki.
Też nie zawsze, ale w większości wytopów jestem w stanie uzyskać powtarzalność wytopu, czyli wlewek ma odpowiednią zawartość węgla, nieprzekraczającą 2%, to jest bardzo istotne, bo inaczej wychodzi nam żeliwo i cały dzień wytopu oraz butla gazu idzie na marne, no niestety.
No i z perspektywy czasu okazało się, że dobry wlewek takiej właśnie stali, to jest dopiero 10% sukcesu.
Następnie właśnie trzeba to odpowiednio przygotować, wygrzewać, wyżarzać, kuć w bardzo niskich temperaturach.
Kuję w nocy dla oceny temperatury.
Rozgrzewam metal w piecu gazowym.
To mi ułatwia o tyle pracę, że nie muszę wkładać metalu w tradycyjne palenisko zasypywane węglem drzewnym albo koksem, tylko widzę cały czas ten metal od płomienia gazowego się nagrzewa.
Widzę jego temperaturę.
Wzrokowo oceniam jego temperaturę.
Jest bardzo mały zakres temperatur, w którym tą stal można kuć.
Jak ją przygrzejemy, no to ona wtedy utraci swój wzór, Swoje właściwości.
No i będzie złomem.
To już nie będzie ta stal Dzienne światło, już nie mówię o słońcu, jest karygodne, ale w ogóle dzienne światło, jasne, zakłóca nam odbiór temperatury żaru, dlatego pracuję w nocy, po zmroku albo staram się maksymalnie zaciemnić swoją pracownię, zakrywam okno, zamykam drzwi, zakrywam okno jedyne, które mam żaluzją plus jeszcze kartonem, no i to pozwala w takim półmroku odpowiednio oceniać temperaturę i tą stal kuć.
Bo wszystkie te rzeczy, jakby sam do nich dochodzisz poprzez wiedzę z książek? Jest trochę literatury.
No niestety, jak to z legendami z legendą stali damasceńskiej no trzeba, jeśli chodzi o tą literaturę, odsiać ziarno od plew.
No już z czasem z eksperymentami byłem w stanie wyłapać, gdzie ktoś pisał bzdury, błędy popełniał, a gdzie są wartościowe informacje.
Jest jedna bardzo cenna polska publikacja, biały kruk Jerzego Piaskowskiego o tytule „Ostali Damascenskiej” i tam on zebrał właśnie opisy różnych eksperymentów.
Już w XIX wieku różni metalurdzy próbowali odtworzyć tą stal z lepszym lub gorszym skutkiem, ale co jest najciekawsze, tam są przytoczone cytaty z dzienników z opisów podróżników, którzy w XI wieku zapuszczali się na tereny właśnie Indii, Iranu, Pakistanu i tam jeszcze mieli właśnie tą szansę zobaczyć na własne oczy historyczny proces, tak jak to robili właśnie wytapianie tejże stali, przekuwanie, hartowanie potem takiej głowni i ich opisy są bardzo cenne, ale no trzeba, jak to nazwać? Ci podróżnicy, którzy opisywali ten proces, oni nie byli kowalami, nie byli metalurgami i oni też pewnych rzeczy nie do końca rozumieli.
Nie do końca we właściwy sposób opisywali.
Dopiero trzeba metodami prób i błędów, eksperymentów dojść i potem się okazuje, że opis, który czytałem 2 lata temu, on teraz dopiero jest dla mnie czytelny, jasny przekaz dopiero jest, co autor chciał przekazać, nie do końca rozumiał, a z czym to się wiązało? Z jakim procesem metalurgicznym akurat to było związane? No i właśnie, jeśli chodzi o te historyczne opisy, które podają proces właśnie wytapiania stali na węglu drzewnym, taki proces też mi się udało zrekonstruować, bo u siebie w swojej pracowni przydomowej ze względu na warunki mogę stosować piece opalane gazem, które nie dymią, nie iskrzą, wcale nie są łatwe w obsłudze i też nie do końca bezpieczne, no bo to jednak jest gaz, powietrze, mieszanka wybuchowa może powstać, ale właśnie dzięki pracy w Kuźni Wodnej, w miejscu, gdzie mogę prowadzić takie eksperymenty, tam udało mi się zrekonstruować właśnie według historycznych opisów konstrukcję takiego pieca, który był opalany węglem drzewnym i w którym wykonałem już kilka wytopów, które wszystkie były udane, uzyskałem tą temperaturę minimum 1450 stopni, żelazo się w tyglu nawęgliło, stopiło się, uzyskałem wlewki, z których już wykonałem podłużne przedmioty.
Wracając właśnie do Kuźni Wodnej, to chciałam zapytać, jak na co dzień wygląda praca, czy są też organizowane tam jakieś warsztaty, czy jakieś inne aktywności? Na co dzień praca wygląda tak, że w zasadzie no główna działalność Kuźni, Kuźnia Wodna jest oddziałem sezonowym, jest otwierana na sezon letni.
W tym roku planujemy otworzyć Kuźnię od początku maja do końca września, Kuźnia będzie otwarta codziennie.
No i wtedy się będzie najwięcej działo oczywiście.
Poza sezonem no to mamy czas na przygotowywanie różnych planów, na prace konserwatorskie, restauracyjne.
Teraz jeszcze jesteśmy w trakcie przyjmowania zabezpieczania okolicznych budynków, które należały do kompleksu Kuźni.
O tym warto wspomnieć, że obok jest, obok Kuźni jest Dwór Ernsttal, gdzie mieszkał właściciel Kuźni Wodnej.
Obok jest budynek Oficyny, budynki są no w stanie agonalnym.
Żeby nie dochodziło do grabieży, do niszczenia, przenieśliśmy naszą ochronę do jednego z mieszkań Dworu Ernsttal, także staramy się zabezpieczać, robić plany na przyszłość, żeby zaadoptować te budynki do całego kompleksu Kuźni Wodnej, gdzie w samej Oficynie no chciałbym stworzyć taki projekt powstał „Centrum Dawnych Rzemiosł.” „Centrum Dawnych Rzemiosł”, gdzie właśnie będzie można skupiać różnych rzemieślników.
Nie tylko metalurgów, tylko też właśnie osoby, które zajmują się dawnymi rzemiosłami tam będą mogły pracować, przekazywać swoją wiedzę.
Tam będzie można robić różne warsztaty, lekcje, pokazy edukacyjne, także mam nadzieję, że kiedyś się uda zrealizować ten plan.
Z tym się wiążą niestety dosyć duże finanse, które będą potrzebne na tego typu adaptacje, no, ale bądźmy dobrej myśli.
Powinno się udać.
A wracając do obecnej działalności Kuźni Wodnej, poza sezonem robimy okazyjne akcje, pokazy kowalskie, tak jak już cyklicznie na jedenastego listopada robimy kucie orłów, następnie no też staramy się na Wielką Orkiestrę Świątecznej Pomocy też robić ucie serduszek.
Niestety pandemia nam trochę pokrzyżowała plany.
W tym roku no niewiele brakowało, żebyśmy zrobili kucie serduszek, ale niestety ja się rozchorowałem, a beze mnie to się nie mogło niestety tam odbyć.
Mimo wszystko, i tak co roku, mimo że nie robiliśmy kucia serduszek, to w swojej pracowni oraz częściowo w pracowni w Kuźni Wodnej wykuwam jakąś rzecz, którą przekazuję na licytację na Wielką Orkiestrę, która zasila potem zbiórkę z tych pieniędzy wylicytowanych, właśnie kute serduszko ze stali damasceńskiej albo kotek był teraz na ten rok właśnie wykuty i inkrustowany miedzią i srebrem.
Takie ładne rzeczy, zawsze coś można zrobić.
A co do sezonu wracając, otwieramy się w maju.
Na majówkę na pewno jakieś pokazy kowalskie będę chciał zrobić jakieś przytupem.
Może się uda ściągnąć kolegę, który zajmuje się produkcją szkła, dmucha, tradycyjnymi metodami wyroby szklane robi.
Następnie nie pamiętam terminu, chyba jakoś w połowie maja przypada Noc Muzeów, czy też to będzie bardziej Weekend Muzeów w tym roku planowany, no to mam umówionego kolegę, z którym współpracowałem i robiłem eksperymenty metodologiczne.
Będziemy uzyskiwali żelazo historyczną metodą w piecu dymarkowym z rudy żelaza.
Będziemy to ładowali do dymarki, zasypywali węglem, rudą, podawali powietrze z miecha.
Proces jest wielogodzinny.
Spróbujemy zrobić kilka takich wytopów, żeby uzyskać surowe łupy żelaza, które historycznie od XVI, przynajmniej XVI wieku takie łupy żelaza były właśnie przekuwane w kuźni wodnej na młotach wodnych w celu ich oczyszczenia, skonsolidowania, uzyskania jednolitego materiału w postaci prętów, sztab, które następnie już będą użyte.
Użyte do czego? No zobaczymy do czego.
Z takiego żelaza historycznie uzyskanego historycznymi metodami przekutego na młotach wodnych przy współpracy kowali wykonaliśmy rekonstrukcję dzwonka do Domu Uphagena.
Taki dzwonek, co prawda niekompletny, bardziej mówię o mechanizmie do poruszania tego dzwonka, znajduje się w zbiorach Muzeum Narodowego w Gdańsku.
Tenże dzwonek został nam wypożyczony, żeby zrobić jego dokumentację i na jego wzór właśnie odtworzyliśmy z historycznego żelaza dzwonek, odlaliśmy w Kuźni Wodnej też sam element dzwoniący, czyli dzwonek z brązu i te elementy zostały zamontowane na elewacji Domu Uphagena.
To była taka pierwsza nasza ciekawa praca właśnie związana z eksperymentem metalurgicznym, a jednocześnie też z rekonstrukcją historyczną, z odtwarzaniem dawnych detali z architektury Gdańska.
I obserwujecie, na przykład wzrost zainteresowań waszą działalnością, czy raczej przez pandemię spadek? Jak to wygląda? Ciężko powiedzieć, bo dopiero zeszłego roku Kuźnia została pierwszy raz otworzona do zwiedzania.
Okres był bardzo krótki, bardzo późno zaczęliśmy ze względu właśnie na pandemię z końcem czerwca i tylko przez 2 miesiące Kuźnia była otwarta.
Jednak też no tutaj otwarcie później do zwiedzania no trochę przyćmił, no trochę większy nasz sukces muzealny, jak otwarcie nowego Muzeum Bursztynu, także wszystkie siły i środki były głównie tam skierowane.
Mimo wszystko byliśmy bardzo zaskoczeni, mile zaskoczeni, była duża frekwencja, zwłaszcza w weekendy, bo weekendowo robiliśmy pokazy kowalskie i mam nadzieję, że w tym roku no powtórzymy sukces.
Że to będzie dużo dłuższy sezon.
Na pewno będą robione cykliczne pokazy kowalskie, różne eksperymenty metalurgiczne.
Głównie w weekendy.
Najlepiej obserwować nasz profil „Kuźnia Wodna w Oliwie” na Facebook’u.
Tam wrzucam bieżące informacje, czego się można spodziewać i wtedy można sobie zaplanować wycieczkę, blisko mamy zaraz ZOO.
Można udać się do ZOO po sąsiedzku, do Kuźni Wodnej i mile spędzić czas.
Jeśli chodzi o jeszcze przyszłościowe prace konserwatorsko-restauratorskie w Kuźni Wodnej, w najbliższym czasie planujemy odrestaurować, uruchomić nożyce gilotynowe, młoty działają, co prawda jeszcze w tym roku wymagają regulacji, pewnych poprawek po ostatnim sezonie, kiedy one pracowały.
Na pewno będą pracowały w tym roku podczas pokazów kowalskich, ale jeszcze właśnie obok są nożyce mimośrodowe, także napędzane kołem wodnym.
Niestety te koło wodne jest w stanie agonalnym.
Trzeba je wymienić, trzeba je zrekonstruować.
To jest drewniane koło wykonane z dębu.
No też to się wiąże ze środkami finansowymi.
Mamy niestety ciężki okres.
Liczyłem na to, że w tym roku uda się to zrobić.
Obawiam się, że niestety nie.
Może w przyszłym roku.
Jeszcze z takich bieżących prac konserwatorsko-restauratorskich mamy w Kuźni Wodnej dwa piece, potężne piece, które zostały odbudowane w latach 80.
zeszłego wieku.
Nie wiemy, na jakiej podstawie je pobudowano, bo to żadnego urządzenia kowalskiego ani metalurgicznego nie przypomina.
Bardziej te piece przypominają piece chlebowe albo krematoryjne.
Zupełnie do niczego nam się nie nadają.
Niestety ich konstrukcja była no wadliwie wykonana, że sklepienie tych pieców no już popękało.
Te piece się zapadają, walą się, ale są wciągnięte na listę zabytków, mają nadany swój numer, są w ewidencji zabytków, co nam trochę utrudnia sprawę, bo musimy wystąpić do Wojewódzkiego Konserwatora Zabytków o zezwolenie na pracę, o zdjęcie z ewidencji zabytków, żeby te piece rozebrać i pobudować normalne paleniska kowalskie, tak jak wyglądały historycznie, które będą mogły do czegoś służyć.
Takie są plany na najbliższą, na najbliższe no 2-3 lata.
Mam nadzieję, że to się uda wykonać.
A teraz mi się nawinęło też takie pytanie, jeżeli chodzi o warunki atmosferyczne.
Czy na przykład wiatry albo nadmierna ilość wody w rzece, czy to utrudnia pracę, czy w jakiś sposób pomaga? Tak, tak, praca w kuźni wodnej jest ciężka.
Kuźnia wodna jest wspaniałym miejscem w upały, takie upały, że nie idzie wytrzymać na dworzu, bo żar się leje z nieba.
Wtedy wchodzimy do kuźni wodnej, gdzie jest przewiew, gdzie jest cień, gdzie jest bryza od wody, woda cały czas płynie, mgiełka wodna jest i tam wtedy są doskonałe warunki.
Można sobie tam siedzieć i odpoczywać.
Jeśli przychodzi jesień i temperatura spada do kilku stopni, zaczynają się wiatry, no to kuźnia wodna jest idealnym miejscem, żeby nabawić się zapalenia płuc i reumatyzmu.
Warunki są straszne.
Niestety.
Tej przestrzeni nie da się zamknąć, ta przestrzeń musi być taka półotwarta.
Bo jednak no prace kowalskie emitują, no paleniska emitują spaliny, dym, musi być przewiew.
Niestety ta wilgoć, która idzie od wody no bardzo źle wpływa na nasze zbiory, na nasze narzędzia, kowadła, kleszcze, młotki, wszystkie inne urządzenia to mimo konserwacji no pokrywa się wilgocią kondensacyjną i następnie w tym miejscu występuje korozja.
I po każdym sezonie takim właśnie zimowym, na wiosnę trzeba to wszystko na nowo konserwować, no nie możemy tego na grubo upaćkać olejami i smarem, no bo te nasze zbiory no to w większości to są narzędzia, które mają nam służyć do pokazów edukacyjnych, muszą kowale ich używać, no dlatego Kuźnia musi być traktowana tak jak działający obiekt, czyli każdy warsztat.
Po pracy te narzędzia muszą być konserwowane.
Zwłaszcza na okres zimowy to musi być lepiej zabezpieczane.
Jeszcze nad tym pracujemy, no mam w planie zrobić jakąś kotarę, kurtynę, którą będę zasłaniał część otworów na okres zimowy.
No zobaczymy, to musimy sobie jeszcze wszystko wypracować eksperymentalnie.
Czy jakieś nowe technologie być może w przyszłości też wspomogą funkcjonowanie? Czy nowe technologie? Z nowych technologii, jeśli chodzi o energię odnawialną, mamy w planie napisać projekt o dofinansowanie na jakiegoś rodzaju turbinę wodną.
Woda płynie, to jest marnowanie energii.
I no to by trzeba było pomyśleć, gdzie by można było tą turbinę wstawić.
Ona nie wiem, czy by zasiliła całą Kuźnię, no tego bym się nie spodziewał, ale jakikolwiek odzysk energii, który uda nam się wygenerować z wód płynącego Potoku Oliwskiego będzie dużym plusem oraz no świetnym urządzeniem edukacyjnym, żeby pokazać głównie młodzieży, że ta energia jest i wystarczy po nią sięgnąć, dlatego z takich nowych technologii to na chwilę obecną chcielibyśmy taką turbinę na pewno w Kuźni zamontować.
Problemy z tego takie wynikają, że no taka turbina no nie może zakłócać wyglądu zabytku.
Ona musiałaby być gdzieś ukryta, czy pod pomostem, nad tym jeszcze myślimy.
Mam nadzieję, że ten projekt uda się zrealizować.
Ostatnie chyba moje pytanie, co ty najbardziej lubisz robić i czy, na przykład wytwarzanie nowych, własnych rzeczy z metalu zaliczyłbyś do sztuki, czy bardziej rzemieślnictwa? To jest wspólna granica, no bo cieśla jak za pomocą dłuta i młotka składa więźbę dachową to jest rzemieślnikiem, no ale on w wolnej chwili weźmie kawałek drewna, tymi samymi dłutami zrobi rzeźbę i jest artystą.
Pytanie, czy potrafi zrobić, wyrzeźbić właśnie taką rzeźbę.
Jeśli potrafi, to jest artystą, dlatego to trzeba rozróżnić.
Są lepsi i gorsi artyści.
No, artystą no mało kto się rodzi Leonardem da Vinci.
Tego artyzmu trzeba się też nauczyć.
Trzeba też dużo praktyki, lata pracy.
Mi tego brakuje.
Mam zdolności manualne, no nie da się ukryć, ale brakuje mi takich właśnie prac, gdzie mógłbym się wyżyć artystycznie, stworzyć coś swojego, jak artysta, pomysł w głowie ,coś nagle się pojawia i przelewam to w materiał, w metal, odlewam, wykuwam.
Nie potrafię, a to z tego powodu, że przez 20 lat pracowałem w konserwacji, nadal pracuję w konserwacji, rekonstrukcji zabytków.
Moją pracą była rekonstrukcja.
Musiałem odtwarzać przedmiot, który ktoś inny wytworzył.
Ja musiałem go odtworzyć.
Brakujące elementy odtworzyć, no i to się dalej przekłada na moje prace.
Jestem wzrokowcem, coś widzę i siłą rzeczy odtwarzam przedmiot, który mi się podoba.
No, jeśli ja coś chcę dla siebie stworzyć.
Ta rzecz mi się podoba, taką chcę zrobić, no na szczęście nie jestem idealnym kopistą, nie jestem fałszerzem, czyli no jednak jakieś braki umiejętnościowe, ręka inaczej pracuje, ostatecznie ten przedmiot wychodzi inny albo już w trakcie nagle wpadam na pomysł, że jednak coś można tam zmienić i wychodzi faktycznie inny przedmiot.
Widać, że on jest stylizowany jakąś bazą, jakimś innym przedmiotem, którym się wzorowałem, ale to jednak nie jest praca w pełni artystyczna, która została przeze mnie wymyślona i wykonana od początku do końca.
Kto wie, może kiedyś przyjdzie na to czas i może uda mi się też robić takie projekty.
Chciałam Ci bardzo podziękować.
Super się z Tobą rozmawiało.
Cała przyjemność po mojej stronie.
I warto wydaje mi się, śledzić Wasze poczynania i osobiście powiem szczerze, że no jednak na Pomorzu i Wasza działalność jest jednak rzeczą niszową.
Jest niszową, jeśli chodzi o jakieś stowarzyszenia, grupy, imprezy kowalskie, no to głównie to się odbywa na południu Polski.
Tutaj na Pomorzu w mniejszej skali się to odbywa, ale pracujemy nad tym.
Jeszcze rozbujamy ten temat.
Dziękuję Ci ślicznie.
Dzięki wielkie.
Dziękuję bardzo za wysłuchanie naszej rozmowy oraz zapraszam na kolejne odcinki.